sobota, 10 stycznia 2009

O jakości fotografii prasowej w Siedlcach

Wizyta w redakcji Tygodnika Siedleckiego była prostą kontynuacją spotkania z Andrzejem Harasimiukiem (naczelnym) za murami więzienia w Czerwonym Borze (patrz post „Z Boru i zza muru”). Dzięki wspólnej pracy w kryminale mogłem porozmawiać o zdjęciach z licznie zgromadzonym zespołem redakcyjnym tygodnika – lidera sprzedaży prasy w regionie.
Tygodnik zamieszcza przede wszystkim fotografie przygotowane przez wlasnych dziennikarzy i jednego, stale pracującego dla redakcji fotoreportera. Zdjęć, w większości kolorowych, jest w wydaniu sporo, miejscami nawet za dużo. Rozumiem to – gazeta lokalna nie może lekceważyć zasady: każda osoba na zdjęciu to potencjalnie sprzedany egzemplarz, albo kilka (bo rodzina też będzie chciała mieć wydrukowane w prasie zdjęcie). Zdjęcia mają dużą wartość informacyjną i różną wartość redakcyjną. Tej ostatniej poświęciliśmy nasze seminarium.
Omówiliśmy dwa podstawowe zagadnienia: pracę fotografa/dziennikarza w terenie i wybieranie, oraz edycję zdjęć do druku. Jak w wielu redakcjach, także w Tygodniuku Siedleckim, jest tu sporo do zrobienia; trzeba uporządkować proces planowania, dać sobie więcej czasu na przygotowanie materiałów i opracowanie wizualne kolumn. Osiągnięcie lepszych wyników wymaga od zespołu dziennikarskiego zgody na więcej pracy nad wydaniem, co nie jest przyjemne i wcale się nie zdziwię, jeśli już chwilę po moim wyjeździe póbowali zapomnieć, o czym mówiliśmy.
Widząc ich zangażowanie w czasie zajęć, mam jednak nadzieję, że podejmą przynajmniej jedną próbę zastosowania wspólnie sformułowanych wniosków. Zresztą, załoga Tygodnika już udowodniła otwartość na zmiany – redaktorzy i graficy są częstymi gośćmi prowadzonych przeze mnie i Krzysztofa Trusza seminariów poświęconych redagowaniu wizualnemu (zobacz też www.izbaprasy.pl) i skutki naszych spotkań widać na łamach. Gazeta zmienia się, choć przyjęła konserwatywną zasadę trwania w formie, do której przyzwyczaili się czytelnicy. Na szczęście poprawa jakości jest tu uznawana za wartość i nikt nie szuka w konserwatyzmie wątpliwych uzasadnień dla lenistwa i bylejakości.
Źyczę Tygodnikowi szybkiego rozwoju i utrzymania pozycji lidera, ale przede wszystkim frajdy z pracy nad kolejnymi wydaniami... bo najlepiej jest robić to, co się lubi.